Ufa dzień 5
Wstaję wcześnie rano, ja jak zwykle spakowany, ogarnięty i ubrany, szybko oczywiście bo komary nie mają litości. Czekam na mojego współtowarzysza podróży, widzi że się gotuję nie tyle z nerwów co z gorąca, cały zapakowany w kombinezon motocyklowy mówi żeby ruszał pierwszy i po drodze się znajdziemy.



