Misja Mongolia

Pogoda różna w sumie nie najgorsza, z daleka widać że przyleje za jakiś czas i odwieczny dylemat, zakładam przeciwdeszcze czy nie, jak to zwykle w życiu bywa jedziemy dalej i się zobaczy. No i przylało w sumie nie jest najgorzej bo jest ciepło, ale zaczyna padać coraz mocniej. Zkładamy przeciwdeszcze i lecimy jakieś 2 km i jak zwykle, sprawdziła się zasada że jak założysz worek to przestaje padać tak też było i w tym przypadku.
Chociaż kilkaset km dalej już nie było tak miło nawet puściły moje woreczki przeciwdeszczowe na rękawice z adrenaliny, po tym wyjeździe stwierdziłem że czas zainwestować w goretex jeśli mam w przyszłości jeszcze pokonywać takie trasy. Chociaż komplet oxforda dał radę ale to co się człowiek pod spodem upocił ło matko, kiszonka normalnie. W deszczu dolatujemy do miejscowości Bołotnoje.
Continue Reading

Misja Mongolia

Dojechaliśmy do Omsk’a w sumie droga nawet minęła spokojnie poza tym że wjechaliśmy na granicę z Kazachstanem i pani celnik mówi że jak chcemy wrócić do domu to trzeba zawrócić bo wiza tylko 2 krotna a jak przejedziemy przez Kazachstan to nam przepadnie jeden wyjazd i wjazd i nie wrócimy do domu. Także nie zastanawiamy się i zawracamy niby nie dużo bo ponad 20 km tylko.
Continue Reading

Misja Mongolia

Wstajemy nie do końca z samego rana, trochę żeśmy przesadzili z siedzeniem w nocy. Idę na śniadanie, z racji że mój rosyjski jest mizerny to zamawiam co umiem czyli jajca i pokazuje palcem przez szybę co chce jeszcze, biorę jakąś bułkę słodką i chleb do jajka. Trochę nie wyspany rozglądam się co jeszcze jest ciekawego do zjedzenia i nie wierzę.


Continue Reading

Misja Mongolia

Wstaję wcześnie rano, ja jak zwykle spakowany, ogarnięty i ubrany, szybko oczywiście bo komary nie mają litości. Czekam na mojego współtowarzysza podróży, widzi że się gotuję nie tyle z nerwów co z gorąca, cały zapakowany w kombinezon motocyklowy mówi żeby ruszał pierwszy i po drodze się znajdziemy.
Kurwa, sobie myślę nie lubię takich akcji bo zawsze coś idzie nie tak jak zakładał plan. Oczywiście pomieszałem drogi, szybka nawrotka, ale i tak byłem przed Padre spory kawałek, więc tak czy siak musiałem czekać na poboczu bo im dalej jechałem ja tym bardziej czułem że się pogubimy, ale przynajmniej miałem okazje zakupić zimnej wody w przydrożnym straganie.


Continue Reading

Misja Mongolia

Pobudka o 6 rano, śniadanie, pakowanie, o 7 na moto, tak zakładał plan, jednak wstajemy dopiero o 7. Okrutnie już smali słońce, nienawidzę takiego upału, a zapowiadają 34 stopnie, życie ratuje mi bluzka merino od Emka, genialny wynalazek, upał nie jest aż tak dokuczliwy mimo korków w mieście przez które trzeba się przebić, nawet udało się to w miarę szybko zrobić.

Continue Reading

Misja Mongolia

Wstaję rano 5:30 jest git, wszystko na swoim miejscu, mimo że ktoś w nocy łaził, spaliśmy przy torach no i, pociąg w nocy jechał 3 razy . Nie wyspany ale to w sumie u mnie norma, ogarniam kuchenkę, coś do picia, coś do jedzenia. Dobieramy się do arbuza, ale nie wchodzi tak z rana jak powinien z wieczora. Znaczy się tak jak sobie to wymarzyłem 🙂
Zbieramy się coś w okolicach godziny 8 rano, kolejna granica przed nami, a dzień z granicą to dzień stracony.

Continue Reading

Misja Mongolia

Zwijamy się wcześnie rano o 8 jesteśmy już na granicy, w sumie ludzi mało, powinno iść szybko, ja jestem nakręcony jak małe dziecko w Tesco na zabawkach,
przekroczenie granicy zajmuje nam około godziny Ukraińcy ganiają od okienka do okienka, gorąc daje ostro w dupę, a upały to nie jest moja najmocniejsza strona. Dobra jesteśmy po stronie Ukraińskiej i dzida do przodu, ja oczywiście dalej podjarany bo ‘jestem na wschodzie”.

Continue Reading

Misja Mongolia

Dobra wizy są, moto świeżo po serwisie w Plazie (tu opiszę oddzielny wątek), niby jestem spakowany od dwóch tygodni ale codziennie coś przepakowuje, nie ogarniam jak nigdy, kurwa remont też niema końca, masakra jakaś, w głowie tylko jedna myśl ‘Już jechać’.

Continue Reading