Trakt Pamirski

Dzień Pierwszy Naszej podróży :)

Witam, Priwiet ?

Dzisiaj po długich granicznych bojach dotarliśmy do Rosji.

Nie było lekko. 

Białoruś strasznie nas rozpoeściła jeśli chodzi przejście graniczne oraz drogi.

Na granicy:

Wiadomo nie od dziś że mój ruski jest słaby (alee z każdym wyjazdem jest lepiej)

Michaił też nie bardzo mimo że uczył się dawno temu w podstawówce ?.

Do rzeczy, pogranicznicy byli tak mili że specjalnie dla nas wydrukowali deklaracje w j.polskim (szok) co zdziwiło mnie strasznie i pomogło niesamowicie na tej i nie tylko tej granicy!

Odprawa przebiegła bardzo szybko, mimo ostrzeżeń zajęło nam przekroczenie granicy PL-BY raptem 30min w Bobrownikach. Super. Resztę zaoszczędzonego czasu mogliśmy spożytkować na autostradach Białorusi. Drogi są niesamowite!

Prędkość mimo że przepisowa to pozwoliła nam pokonać ten prześliczny kraj z zachodu na wschód w ciągu jednego dni!

Co prawda był szalony plan żeby przebić się na stronę Rosyjską ale jednak odpuściliśmy ze względu na zachodzące słońce, a podróżowanie nocą w nieznane nie jest żadną przyjemnością nawet dla mnie (czasem motocyklowego masochisty :p ).

Drogi są szerokie, dwu pasmowe, pełna kultura jazdy i uprzejmość kierowców. Minęliśmy dziesiątki motocyklistów podróżujący w przeciwnym kierunku, zapewne na zlot w Brańsku na który byliśmy zaproszeni. Ale nasze plany- wiadomo- były inne. 

Tak też tą dwupasmową autostradą doturlaliśmy się do Howel/Gowel różnie piszą, ale że było nam mało, a słońce jeszcze w górze padło hasło jedziemy dalej. Jak zwykle były dwie opcje ‚drogi’ navi i na znaki, z racji tego że navi mi głupiało zarządziłem że jedziemy na znaki co w zasadzie poskutkowało tym że zrobiliśmy kółko może nie potrzebnie, a może z przypadku trafił nam się fajny nocleg w lesie, coś jakby nasze mazury. Jeziora nie widziałem ale muszki i komary żarły nas żywcem! (Ha! Jak to piszę to mam gęsią skórkę!)

Dojechaliśmy już prawie o zachodzie także braliśmy co dali czyli pierwszy lepszy pokój, który panie sprzątaczka dla nas ogarniała, a my oczywiście czekaliśmy przy motocyklach na parkingu jako uczta dla lokalnego robactwa 🙂

Wieczorem pokój był idealny, łóżka, łazienka, fajnie okoliczności przyrody i nie żarło nas nic co lata, skacze czy biega. 

To też zrzuciliśmy cały balast do pokoju, kąpiel i do bufetu coś zjeść. Bo przecież od śniadania nie było jedzone, tak pochłonęła nas droga, a druga sprawa nie było gdzie zajechać. 

Ja standardowo, na wschodzie, szaszłyk! 🙂

Taka nasza karkówka z tym że pokrojona w kawałki z czerwonym sosem (nie wiem co to za  sos ale dają go zawsze i jest dobry. Michaił zamówił szaszłyk z kurczaka, a dostał 3 małe kawałeczki w tym skrzydełko i dwa podudzia (porcja jak dla dziecka) po całym dniu jazdy nie oszukujmy się, jeść się chce okrutnie.

Ja brzuszek zapchałem solidnie. Muszki mimo pryskania nie dawały żyć, było już solidnie po 21, idealna pora żeby legnąć w łóżku i odpocząć. Tym bardziej że jesteśmy od 5 rano na nogach. W pokoju jeszcze obmyślamy plan działania, łyk koniaczku i nastawiamy budziki na 5 rano!

Jutro dzień graniczny (gdzie niby nie miało być granicy) więc będzie się działo.

26 maj, budzik o 5 zrywa mnie ze snu, masakra, jeszcze by się pospało. Ale niestety trzeba jechać. Michał też wstaje. W pokoju ciemno, mówię ‚pewnie jeszcze jest ciemno?!’ Bo przecież zmiana czasu itp… 

Niestety to były tylko zasłonięte rolety 🙁

Ale jaka niespodzianka spotkała nas rano, jak wstał świt i zapaliliśmy światło!

Wylazło wszystko co było w każdym kąciku tego pomieszczenia!

Zgroza, ciarki, płacz i zgrzytanie zębów!

A tak na poważnie to masakra!

Jutro opiszę resztę dnia, idziemy coś zjeść, dni są za krótkie, u nas już 20:47 ?

Jutro znowu 5 rano pobudka! 

Zostaw komentarz